Wirtualna polka

Kto pamięta, że dzisiejszy przedmiot konfliktów był swego czasu czymś w rodzaju symbolu internetu (polskiego rzecz jasna). Czy to fatum: została typowo polska awantura z udziałem, a jakże – Telekomunikacji (Polskiej ale w zasadzie to może już nie) – oraz zwaśnionych kolegów (chęć zaszkodzenia byłym kolegom jako motywacja do działań konkurencyjnych, hajże na Soplicę!).
Udziałowcy się tłuką (i wszyscy mają rację, i nikt winny, i wszyscy poszkodowani) a portal w najlepsze sobie działa (choć podobno już od dwóch tygodni nie powinien). Użytkownicy i klienci pewnie tego nie odczuwają. To może naiwne ale jak się na to tak patrzy, to – mimo niesmaku – tylko śmiać się chce.
Ukochany kraj, umiłowany kraj…
To słoneczko niosło ze sobą jakiś pozytywny ładunek emocjonalny. Miało go, już dawno nie ma. W Google on jest, nawet w Yahoo! a tu została kasa. Szkoda (o kasę chodzi w końcu tak czy siak, bo ten ładunek ma swoją wartość).
Nawiasem mówiąc, hasło „prawa autorskie” do portal i portal internetowy jako utwór prawem chroniony to bardzo ciekawa konstrukcja.
A skończy się nijak.