Away: Londyn w tydzień

Byłem tydzień w Londynie.
Oto parę słów o tym, jak najwięcej wycisnąć z tego miasta (turystycznie). Warto to wiedzieć, bo tydzień to na Londyn za mało.

[more]

Po pierwsze: przygotuj się
Trzeba zacząć offline. Iść do dowolnej biblioteki i pożyczyć książkę (nie przewodnik) o mieście. Tak gdzieś miesiąc wcześniej. Na Allegro można też kupić za złotówkę (jak ktoś trafi) „Londyn” Bonieckiego. Malutka ale bardzo treściwa książka zalatująca PRLem, ale zawierająca masę ciekawych informacji.
Następny przystanek to Google Earth i Wikipedia.
Wikipedia zawiera opisy w zasadzie wszystkich interesujących miejsc, w Google Earth można zobaczyć jak co wygląda (trzeba włączyć opcję pokazywania zdjęć z Panoramio). Odległości, które sobie wyobrażamy na podstawie G.E. pomnożyć razy 3.
Tyle będzie do przejścia/przejechania.
Potem warto pooglądać WWW miejsc, do których się wybieramy. Muzea, galerie i inne atrakcje mają świetne, użyteczne i bardzo treściwe strony. Zaskakująco dobre.

Po drugie: transport
Nie ma co dużo myśleć: trzeba „kupić” kartę miejską Oyster Card i załadować ją np. 17 funtami (zwrotna kaucja to 3, zawsze można doładować). Nie ma prostego, krótkiego wyjaśnienia na stronach poświęconych karcie (choć są polskie wersje ulotki informacyjnej w pdf), ale na pewno jej używanie jest tańsze, jeśli tylko jest się tu więcej niż 1 dzień. Wracając warto być odpowiednio wcześnie na lotnisku – oddawanie trwa jakieś 15 minut, bo jest kolejka. Nie jestem pewien czy zwracają niewykorzystaną kasę, bo udało mi się wyczyścić Oystera do zera.

3: co zobaczyć
Jest kilka rzeczy, do których co najmniej trzeba podejść (Pałac Buckingham, Parlament, Tower, Piccadilly). Piszą o nich w przewodnikach, w Wiki, wszędzie. O nich tam przeczytacie. Też je widziałem, ale poza nimi polecam (kolejność niezobowiąjąca):

. Barbican. Niezwykły kompleks mieszkaniowy nieopodal City. Dobrze jest przejść się do Museum of London (niestety przez jakiś czas tylko połowa ekspozycji) a potem zobaczyć to osiedle.
Barbican

. Muzeum Banku Anglii i architekturę City. Żeby potrzymać 13 kilogramową sztabę złota i zrozumieć znaczenie Imprerium 🙂 Muzeum (jak wiele innych tu) jest za darmo, a ekspozycja w nim bardzo ciekawa.
A to budynek Lloyda, pełen czad.
LLoyd

. Parki (w tym pomnik Piotrusia Pana). Londyn można niemal przejść po trawie. Parki są imponujące i w razie słońca ich trawniki zapełniają się ludźmi.
Tak, ludzie mogę chodzić po trawie a w wielu miejscach psy nie. Parki są świetne i bardzo różne. Tu niżej kawałek Holland Parku, który w sporej części zawiera połacie dość dzikiego ogrodzonego terenu.
Holland Park

. Tamizę, ale to wymaga uwagi (niby tylko rzeka, prawda?). Po pierwsze czasem jest przypływ i płynie do tyłu. Po drugie, czasem jest odpływ i wygląda tak:
Poziom jest niższy, normalnie wody jest po brzeg.
Tamiza

. Narożnik mówców. Ja od czasu Tytusa z wannolotem chciałem to zobaczyć. Warto. Trochę to wariaci, ale wrażenie robi.
. Muzeum Wiktorii i Alberta. Bo jest niezwykłe – są w nim łóżka, garnitury, rzeźby i obrazy też. Warto wpaść do innych, ale to jest inne niż wszystkie. Muzea i galerie to temat na osobny wpis (którego nie będzie). Powiem tak: nie byłem w Tate, byłem tylko w Tate Modern, ale o tym wkrótce (gdzie indziej). Zaliczyłem Natural History (rewelacja, wrócę z dzieciakami), Science i British (to drugie robi naprawdę duże wrażenie ale ma zasoby na 3 dni oglądania co najmniej, poza tym to Egipt itp. a nie Londyn). W National Gallery polecam jeden obraz. Jako ciekawostkę. Inne też są fajne, ale kto by to wszystko ogarnął. Gdyby się szczerze zachwycać to zawał murowany.
Londyn polecam, szczerze 🙂

Przy okazji crash test nowego aparatu F30 Fuji. Wybrałem go bo mały a dużo potrafii (idealny do muzeów – ISO do 3200, bez szumów przy 800, ciekawe programy tematyczne ale też wszystko do ustawienia ręcznie). A to zdjęcia: