W trosce o jakość debaty

Miała miejsce interesująca audycja. Dziś GW publikuje ciąg dalszy. Po dłuższym namyśle uznałem, że zabiorę głos, bo ze względu na wkład, się poczuwam. Oto trzy grosze i jedna złośliwość.

Słaby przykład

Tematem jest jakość debaty w polskim internecie. W piątek stary wyga politycznych dyskusji (niech mnie ktoś przekona, że coś wnoszą do życia naszego), zaprosił do studia dwóch młodych, niedoświadczonych w takich starciach i zaczął po swojemu. Nie jestem pewien, czy chciał aby skończyli na kolanach, ale przykład jakościowej debaty to raczej nie był.

Jeden z dyskutatnów, który bardzo dobrze się przygotował i choć strzelał czasem poniżej pasa (zamiast „pan jest hipokrytą”, wystarczyło „to hipokryzja”), wyszedł z tego obronną ręką. Dyskusja to jednak dyskusja, generalnie – nuda.

Zwracam jednak uwagę na jedną rzecz. Pan Jacek jest dziennikarzem. Zaprosił do studia dwóch Marsjan. I nie był ciekawy, dlaczego są zieleni. On to wiedział.

Dziennikarz, który nie jest ciekawy? Coś pękło, coś się skończyło… (kurwa*).

Lizanie rowa jako granica

Ta fraza zrobi karierę. Wybór przykładu, choć przypadkowy, jest znakomity. Jest to dość obrzydliwe, ale kto ma ocenić, że zawierająca tę frazę wypowiedź, w danym kontekście, nie nadaje się do publikacji? Styl debaty „tradycyjnej” jest czasem ostry (a rozmawiają 3-4 osoby), w internecie jest o to o wiele łatwiej (w dyskusji udział biorą setki).

O wiele gorsze od niejednoznacznych wulgaryzmów są ataki personalne (Pan jest hipokrytą – to jest atak personalny jednak). W przypadku „rowa” nikt nikogo personalnie nie atakuje. Nie używa słów powszechnie uważanych za wulgarne, nie propaguje faszyzmu ani komunizmu. I już.

Rozwiązanie

Jest rozwiązanie teoretycznie zadowalające obie strony. Techniczne, realne i działające. W przyjętej tutaj nomenklaturze „stare media” jednak będą musiały mieć trochę ciekawości, żeby go zrozumieć. Bo ono nie zakłada, że ktoś nie może wyrazić dosadnie swojego zdania. Zakłada, że to zdanie się pojawia, że może się pojawić, by po jakimś czasie zniknąć.

Mówię o filtrowaniu komentarzy na różne poziomy – takim jak działa na YouTube, czy choćby na.. Plotku. Jeśli ludzie uznają, że coś nie powinno być publikowane, to znika. A każdy na własną odpowiedzialność może zobaczyć, co ludzie uznali.

Tylko nawet to rozwiązanie przesadnie nie poprawi debaty. Debata się poprawia, gdy sensowne głosy są słyszane, a nie gdy głosu zabrać nie wolno.

Jedna złośliwość

Brak ciekawości kilka lat temu nie pozwolił moim kolegom (przez lata byłem dziennikarzem) zainteresować się blogami. Mogli być pierwsi. Była Kataryna. Teraz jest kim? Osią debaty?

Problem i prawdziwy temat polega na tym, że nie wiemy jaka ta debata będzie za pięć lat. Nastąpiła już pewna zmiana. Ludzie mają głos, mogą się nie zgodzić i mogą być usłyszani.

Opinie tanieją i to bardzo.I żaden Murdoch tego nie zmieni.

*Musiałem dopisać, takie są standardy internetu. Nie da się opublikować postu, jeśli nie wpisze się przekleństwa.