Kilka refleksji na ten sam temat

Sporo ostatnio mówi się o Facebooku. Pytanie: jak wytłumaczyć co to jest tzw. obywatelowi nie będącemu w temacie. Facebook to taka Nasza Klasa, tylko bez klas i na cały świat?

Kiedyś napisałem o Goldenline „jest nudny”. Jednak to raczej Facebook jest. Goldenline przynajmniej dobrze robi coś, do czego został stworzony, oraz żyje. Np. na grupach. Mogłoby być lepiej, ale nie jest źle i jest na temat. Facebook jest bardzo efektywny, przykleja, szybko staje się nałogiem, ale nic ciekawego dla mnie tam nie ma.

Napisałem właśnie, że Goldenline jest ciekawszy od Facebooka. To kolejny dowód na to, że nie należy patrzeć na siebie oceniając potencjał serwisu. Wolę twittera, co nie musi mu wróżyć źle.

Bardzo ciekawy tekst na ten temat w FT: wzrost i upadek cesarstwa rzymskiego My Space. Polecam – wchodźcie, drukujcie, zapisujcie sobie, bo z gazetami, to nigdy nie wiadomo. Np. Levinsohn [od Murdocha] also claims that the MySpace manage­ment lacked focus, with Anderson, who was in charge of the site’s product development, instructing software engineers and developers to start work on multiple products and features without proper planning.

Jeśli ktoś natknie się na równie interesujące wstawki dot. rozwoju produktów i podejmowania decyzji projektowych, poproszę. Przy okazji – takie rzeczy zbieram na ścinkach i wyimkach.

Namawiam: kupujcie lekcje dla dzieci i linkujcie do nich. Lekcje są lepsze od kury, bo są wędką a nie rybką.

W trosce o jakość debaty

Miała miejsce interesująca audycja. Dziś GW publikuje ciąg dalszy. Po dłuższym namyśle uznałem, że zabiorę głos, bo ze względu na wkład, się poczuwam. Oto trzy grosze i jedna złośliwość.

Słaby przykład

Tematem jest jakość debaty w polskim internecie. W piątek stary wyga politycznych dyskusji (niech mnie ktoś przekona, że coś wnoszą do życia naszego), zaprosił do studia dwóch młodych, niedoświadczonych w takich starciach i zaczął po swojemu. Nie jestem pewien, czy chciał aby skończyli na kolanach, ale przykład jakościowej debaty to raczej nie był.

Jeden z dyskutatnów, który bardzo dobrze się przygotował i choć strzelał czasem poniżej pasa (zamiast „pan jest hipokrytą”, wystarczyło „to hipokryzja”), wyszedł z tego obronną ręką. Dyskusja to jednak dyskusja, generalnie – nuda.

Zwracam jednak uwagę na jedną rzecz. Pan Jacek jest dziennikarzem. Zaprosił do studia dwóch Marsjan. I nie był ciekawy, dlaczego są zieleni. On to wiedział.

Dziennikarz, który nie jest ciekawy? Coś pękło, coś się skończyło… (kurwa*).

Lizanie rowa jako granica

Ta fraza zrobi karierę. Wybór przykładu, choć przypadkowy, jest znakomity. Jest to dość obrzydliwe, ale kto ma ocenić, że zawierająca tę frazę wypowiedź, w danym kontekście, nie nadaje się do publikacji? Styl debaty „tradycyjnej” jest czasem ostry (a rozmawiają 3-4 osoby), w internecie jest o to o wiele łatwiej (w dyskusji udział biorą setki).

O wiele gorsze od niejednoznacznych wulgaryzmów są ataki personalne (Pan jest hipokrytą – to jest atak personalny jednak). W przypadku „rowa” nikt nikogo personalnie nie atakuje. Nie używa słów powszechnie uważanych za wulgarne, nie propaguje faszyzmu ani komunizmu. I już.

Rozwiązanie

Jest rozwiązanie teoretycznie zadowalające obie strony. Techniczne, realne i działające. W przyjętej tutaj nomenklaturze „stare media” jednak będą musiały mieć trochę ciekawości, żeby go zrozumieć. Bo ono nie zakłada, że ktoś nie może wyrazić dosadnie swojego zdania. Zakłada, że to zdanie się pojawia, że może się pojawić, by po jakimś czasie zniknąć.

Mówię o filtrowaniu komentarzy na różne poziomy – takim jak działa na YouTube, czy choćby na.. Plotku. Jeśli ludzie uznają, że coś nie powinno być publikowane, to znika. A każdy na własną odpowiedzialność może zobaczyć, co ludzie uznali.

Tylko nawet to rozwiązanie przesadnie nie poprawi debaty. Debata się poprawia, gdy sensowne głosy są słyszane, a nie gdy głosu zabrać nie wolno.

Jedna złośliwość

Brak ciekawości kilka lat temu nie pozwolił moim kolegom (przez lata byłem dziennikarzem) zainteresować się blogami. Mogli być pierwsi. Była Kataryna. Teraz jest kim? Osią debaty?

Problem i prawdziwy temat polega na tym, że nie wiemy jaka ta debata będzie za pięć lat. Nastąpiła już pewna zmiana. Ludzie mają głos, mogą się nie zgodzić i mogą być usłyszani.

Opinie tanieją i to bardzo.I żaden Murdoch tego nie zmieni.

*Musiałem dopisać, takie są standardy internetu. Nie da się opublikować postu, jeśli nie wpisze się przekleństwa.

Goldenline jest nudny

Rzuciłem okiem, bo dostałem kolejne zaproszenia. Już prawie wszyscy z mojej firmy tam są (cała masa ludzi, na pewno nie wszyscy). Bardzo duży sukces (jak już pisałem), ale być można wszędzie (choć w każdej następnej sieci coraz mniej się chce).Rozejrzałem się dokładniej i nie widzę w tym życia. Bardzo sensownie wyglądające grupy tematyczne są kompletnie martwe. Dużo obiecują, mało w nich jest.

Martwe są wg kryteriów jakie przyjmujemy w Gazeta.pl – jeśli codziennie nie ma wpisu, to miejsce nie żyje. Na większości moich forów w GL nie było. Oczywiście to niszowe dyskusje. W tych kategoriach – mamy niszowe forum o SAP, które tętni życiem. Dlaczego tak się dzieje? W dużym stopniu taka jest natura i konstrukcja tego serwisu. To duże wyzwanie w społecznościch: tak zrobić, żeby nie powstawały puste miejsca, a jak już cokolwiek powstaje, żeby zawierało życie.

Przy okazji, możecie nie wiedzieć, ale zgadzam się, że cały internet jest martwy i nudny… (ale to w innym sensie). Ad GL – nie robi się grup po to, żeby były martwe, prawda?

Update listopad 2012:

Wiele się zmieniło od publikacji tego wpisu we wrześniu 2007 rok. Dziś już tego tak bym nie napisał. Update robię dlatego, że wpis jest ciągle jedną z najczęściej otwieranych stron blogu. A to przez popularność Goldenline.

Napisałbym inaczej wcale nie dlatego, że Agora zainwestowała w Goldenline. Zrobiła to bo sam serwis (a nie tylko grupy), jest bardzo dobrym produktem z dużym ciągle potencjałem. To samo zadanie pt. zrobić dobre, tętniące życiem grupy na tematy zawodowe jest bardzo trudno z powodzeniem zrealizować. Jakoś łatwiej nam-użytkownikom w ten sposób tracić czas pisząc o seksie, czy o samochodach niż o sprawach zawodowych. Dziś Goldenline stara się – z coraz lepszymi wynikami, zwiększyć czas jaki jego użytkownicy spędzają na jakichkolwiek grupach, nie tylko pisząc na tematy zawodowe.

Trochę wtedy chodziło też o drobną prowokację. Teraz to Facebook jest nudny. Ale ten to już naprawdę jest nudny.